Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 6 Liga
W rywalizacji Radler Świętokrzyski – ADP Wolska Ferajna ten mecz miał dużo większe znaczenie zwłaszcza dla zespołu z Woli. Szanse Radlera na pozostanie w 7.lidze już dawno były pogrzebane, ale rywale walczyli o to, aby jakimś nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności nie stracić szóstego miejsca w tabeli, które gwarantuje grę w Pucharze Ligi Fanów. Sytuacja nie była jednak prosta, bo w obozie Kamila Jagiełło brakowało choćby braci Nieskórskich, ale jak się później okazało – nie miało to wielkiego wpływu na wynik tej potyczki. Początkowo nie zapowiadało się jednak, że Ferajna odniesie tutaj tak okazałe zwycięstwo. Początek był wyrównany, nie brakowało okazji pod obydwiema bramkami i mimo, że to miejscowi wyszli na prowadzenie, to Radler odpowiedział dwoma trafieniami i myśleliśmy, że będzie w stanie utrzymać ten poziom gry. No ale niestety – nie po raz pierwszy dzieje się tak, że chłopaki start mają dobry, a potem gasną i niestety tutaj zaczęło to wyglądać podobnie. Ferajna jeszcze do przerwy odrobiła straty z nawiązką i w dobrych nastrojach udawała się na krótką przerwę. Po niej przewaga optyczna przez chwilę należała do Radlera. Zaczęło się od gola kontaktowego, a potem było jeszcze kilka okazji, które ten zespół miał obowiązek wykorzystać, jeśli marzył o zakończeniu sezonu choćby remisem. Los jednak nie sprzyjał chłopakom i był to chyba kulminacyjny moment meczu. Za chwilę zrobiło się z ich perspektywy 3:5, potem pięknego gola na 3:6 zanotował Rafał Wilkowski i z perspektywy przegrywających, zaczęło się robić bardzo nieciekawie. A już bez jakiejkolwiek wiary w sukces ten zespół wyglądał od stanu 4:7, gdzie zaczął tracić gole hurtowo i ostatecznie przegrał aż 4:10. Ten wynik jest na pewno za wysoki jak na boiskowy przebieg, no ale Radlerowi w ostatnich minutach wydawało się po prostu obojętne ile przegrał i został za to trochę skarcony. Teraz czas na nowe cele, 7.liga okazała się dla nich trochę za silna, ale w 8.lidze powinni bić się o miejsca w górnej połowie tabeli, czego im zresztą życzymy. Z kolei Wolska Ferajna skończyła sezon na szóstej lokacie i zakwalifikowała się do Pucharu Ligi Fanów. I można powiedzieć, że na przestrzeni całej edycji potwierdziła, że jest jedną z najbardziej nieobliczalnych ekip w rozgrywkach. Bo według nas spokojnie mogła powalczyć o coś więcej, ale tak to jest jak wiele meczów zamiast z rywalem, to przegrała sama ze sobą…
Z racji kilku wpadek, jakie przytrafiły się w ostatnich tygodniach Perle WWA, ten zespół stanął przed sytuacją, w której tuż przed finiszem mógł stracić pewne – wydawałoby się – mistrzostwo 6.ligi. Żeby ten czarny scenariusz nie wszedł w życiu, Piotr Stańczewski i spółka musieli wygrać z Łazarskim, co w teorii nie stanowiło wielkiego wyzwania, bo rywale zamykali ligową stawkę i mieli na swoim koncie tylko pięć punktów. No ale wiadomo – rywal rywalem, lecz dochodziła tutaj jeszcze mała presja, tym bardziej że na obiekcie pojawili się przedstawiciele Dzików z Lasów, żywo zainteresowani kolejnym potknięciem Perły. No ale nic takiego nie nastąpiło. Być może stwierdzenie, że tutaj wszystko poszło jak z płatka byłoby zbyt daleko idące, ale Perła była zespołem lepszym i zasłużenie zgarnęła trzy punkty. Problemem była tak naprawdę skuteczność, bo między słupkami bramki oponentów świetnie uwijał się Maksym Marchenko. Z kolei z przodu dobrze poczynał sobie Anass El Ansari i to właśnie on zdobył jedyną bramkę dla swojego zespołu. Łazarski tak naprawdę mógł tutaj liczyć na coś więcej aż do momentu, gdy mecz przeniósł się na drugie boisko. Stało się tak za sprawą poważnej kontuzji Igora Bartkowskiego, po którego przyjechała karetka. Było to przy stanie 3:1 dla Perły, ale gdy tylko gra została wznowiona, lider rozgrywek błyskawicznie powiększył przewagę i stało się jasne, że krzywda mu się tutaj nie stanie. Lada moment było już 5:1, a skończyło się na 6:1, dzięki czemu Perła mogła świętować złote medale. Wszystko to jednak odbyło się w umiarkowanym tonie, właśnie ze względu na wspomnianą wcześniej kontuzję Igora Bartkowskiego, któremu koledzy zadedykowali ten tytuł. Z perspektywy sezonu nie jest to żadna niespodzianka, ta ekipa zasłużyła na złoto i trochę na własne życzenie sprowokowała nerwową dla siebie końcówkę sezonu. Najważniejsze jednak, że wszystko skończyło się po jej myśli. Co do Łazarskiego, to tutaj nie odkryjemy Ameryki. Znowu zabrakło utrzymania dobrego poziomu na dłuższym dystansie. Wierzymy jednak, że mecze takie jak ten, pozwolą tej drużynie odrodzić się w 7.lidze, bo od wielu tygodni nasze stanowisko jest jasne – wyniki może i wyglądają słabo, ale to wcale nie jest słaba ekipa. I wierzymy, że w kolejnym sezonie nie będziemy tych słów żałować.
Gdy mówimy tornado, to przed oczami mamy wirującą masę powietrza, która niszczy wszystko, co spotyka na swojej drodze. I to świetnie pasuje do występów na wiosnę ekipy Tornado Squad, która w ostatnim czasie ogrywa każdego i z zespołu, który miał prawo martwić się o spadek, stał się drużyną, która mogła skończyć zmagania w górnej połowie tabeli. Ale było też pewne niebezpieczeństwo – gdyby ekipa Michała Nawrockiego przegrała z A.D.S. Scorpion’s, to mogła jej kosztem wypaść poza czołową szóstkę, a to by oznaczało koniec marzeń o udziale w Pucharze Ligi. Stawka dla obydwu zespołów była więc bardzo wysoka, ale od razu zaznaczmy, że nie stanowiła dla jednych i drugich pretekstu, by tutaj wcielić w życie hasło „po trupach do celu”. Ani przez chwilę nie dostrzegliśmy złej krwi po którejkolwiek ze stron a cały mecz toczył się w atmosferze fair play. Wszystko zaczęło się świetnie dla Skorpionów, którzy po fantastycznej, indywidualnej szarży Maćka Boguszewskiego objęli prowadzenie. Tornado próbowało odpowiedzieć, posiadanie piłki było po stronie tego zespołu, ale kolektyw jaki w defensywie tworzyli przeciwnicy, nie pozwolił im w pierwszej połowie doprowadzić do remisu. Wiedzieliśmy jednak, że na wyniku 1:0 na pewno się tutaj nie skończy. To się potwierdziło, a najjaśniejszą postacią finałowych 25 minut okazał się Bartek Stokowiec. Najpierw doprowadził ładnym strzałem do wyrównania, a potem znalazł w polu karnym wszędobylskiego Michała Nawrockiego i Tornado odwróciło losy spotkania. W końcówce meczu Skorpiony walczyły, by za wszelką cenę ugrać chociaż remis i nawet w ostatniej akcji miały okazję, by ten punkt sobie zaklepać, lecz Bartek Filip z dogodnej pozycji przeniósł piłkę głową nad poprzeczkę. Skończyło się więc na skromnym, ale bardzo cennym sukcesie Tornado, co pozwoliło zakończyć rozgrywki na piątej lokacie, no i trzeba rezerwować czas na Puchar Ligi Fanów, do którego chłopaki się zakwalifikowali. „Rycerze wiosny” – tak chyba trzeba ich nazwać i pozostaje mieć nadzieję, że w kolejnym sezonie nie będą trzymali wszystkiego co najlepsze do drugiej części sezonu. A Skorpiony? W tym meczu zabrakło im chyba trochę szerszej ławki i wydaje nam się, że w końcówce za długo na ławce siedział Maciek Boguszewski, ale to już historia. Siódma lokata prawdopodobnie nie jest tym, czego oczekiwali, ale liga była bardzo wyrównana i tutaj – podobnie jak w meczu z Tornado – decydowały niuanse. Tym razem nie były one po stronie drużyny Artura Kałuskiego, lecz życzymy im, by w kolejnym sezonie fortuna sprzyjała im jak najczęściej, bo to naprawdę bardzo fajna ekipa.
Spotkanie pomiędzy Saską Kępą a FC Popalone Styki miało ogromną stawkę, ponieważ nagrodą za ewentualne zwycięstwo było zajęcie trzeciego miejsca w 6 lidze. Oba zespoły pojawiły się na Arenie AWFu w niezłym zestawieniu osobowym i były szalenie zmotywowane do walki o awans. Początek spotkania był całkiem wyrównany, ale dość szybko zarysowała się przewaga zespołu gospodarzy, który tego dnia był naprawdę przekonany o swojej wyższości nad rywalami. Co prawda Popalone Styki próbowały wielu sztuczek, żeby pokonać Daniela Piecyka, ale golkiper Saskiej Kępy jak zwykle bronił bardzo dobrze i nie był skory do przepuszczenia piłki do siatki. W końców pierwszej połowy worek z bramkami otworzył się. Na dwa gole gospodarzy odpowiedział Antoni Zieliński i po pierwszych 25 minutach meczu na tablicy wyników mieliśmy 2:1. Wszystkim wydawało się, że gospodarze mogą już powoli otwierać szampany, którymi będą świętowali miejsce w czołowej trójce. Nic bardziej mylnego, bo Popalone Styki rozpoczęły z animuszem drugą połowę meczu i dość szybko doprowadzili do remisu. W kolejnych minutach widać było sporo nerwowych momentów po obu stronach boiska. Obie ekipy wiedziały jak ważny jest to mecz i zawodnikom często puszczały nerwy a emocje brały górę. Wraz z upływem minut w grze gospodarzy widać było coraz większe zmęczenie, zawodnicy Korneliusza Truszczyńskiego wydawali się być nieco bezradni. W końcówce meczu do głosu doszli goście, którzy najpierw za sprawą Kamila Paszka wychodzą na prowadzenie a po chwili podwyższają rezultat spotkania na 2-4. Do końca wynik już się nie zmienił i to Popalone Styki zawitają w przyszłym sezonie w 5 lidze a Saska Kępa musi obejść się smakiem.
Dziki z Lasu w ostatniej kolejce mogli jeszcze liczyć na to, że Perła straci punkty i w przypadku pokonania Slavica to właśnie goście mogli zdobyć mistrzostwo. Tak się jednak nie stało i Perła na Arenie Grenady pokonała Łazarskiego, więc Dziki do swojego meczu mogły już podejść na totalnym luzie. Od początku to właśnie oni starali się zdominować rywali i szybko strzelone bramki ustawiły to spotkanie. Slavic Warszawa robił co mógł, ale w początkowej fazie wyraźnie nie miał za wiele do powiedzenia. Do przerwy goście wygrywali 1:6 i menedżer zespołu mógł dać pograć zawodnikom, którzy w tym sezonie rzadziej występowali na boisku. W drugiej połowie obraz gry nie zmienił się i Dziki mimo że często rotowali składem nie dali rywalom nawet chwili oddechu. Gospodarze musieli sporo się nabiegać, ale mimo niekorzystnego wyniku trzeba im przyznać, że walczyli do końca. W bramce sporo roboty miał Mateusz Gołębiewski, który dwoił się i troił, by powstrzymywać kolejne ataki przeciwników. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 1:12. Dziki z Lasu na koniec sezonu ze srebrnymi medalami i awansem do wyższej ligi. Slavic niestety spada z ligi i w kolejnym sezonie na pewno będzie chciał powalczyć o najwyższe cele i ponownie powrócić do szóstej klasy rozgrywkowej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)